Czyli jazda z prądem rzeki.

Dziś, na nasz drugi off-road wybieramy nieco dłuższą, bo ponad 20-sto kilometrową trasę o hipotetycznie średnim poziomie trudności.

Zaczynamy ostro pod górę drogą w lesie. Odcinek jest krótki, a dalej jest już łagodniej choć teren nie jest zupełnie płaski. Śmigamy (to na razie dużo powiedziane) po wzgórzach i dolinach, po polach i lasach, po trawie, piachu i luźnym kamieniu, w błotku i kałużach. Wszystkiego po trochę!

Jednym z ciekawszych odcinków jest przeprawa przez zalaną część drogi. Trzeba jechać wzdłuż, nie w poprzek. Zatrzymujemy się przed „kałużą”, żeby ocenić jej stan dna, a przede wszystkim głębokość. Łukasz z wyższymi i bardziej wodoodpornymi butami od moich, bada teren. Dno jest kamieniste, ale nie jest głęboko. Pierwsza myśl podpowiada mi, żeby przeprowadzić motocykl ścieżką z boku. Ale nie mogę przecież zawsze unikać przeszkód. Łukasz bez obaw jedzie pierwszy. Nieco się rozpędza i powoduje falę, ale przeprawia się raczej płynnie. Ten widok oraz jego słowa pokrzepiają mnie, więc też próbuję. Silnik gaśnie raz, ale udaje się! I nawet woda do butów się nie nalewa!

Końcówka przekształca się znów w bardzo wymagający dla nas odcinek. Spore luźne kamienie leżą na ścieżce prowadzącej stromo w dół. Naszą aktywność nazwałabym raczej staczaniem się w dół w żółwim tempie niż wartkim, dynamicznym zjazdem, choć Łukaszowi idzie znacznie sprawniej. Krople potu pojawiają się na czole, ubrania przyklejają się do ciała, ale dajemy radę! Jest to ostatni odcinek na dziś, więc robimy przerwę na ochłonięcie, wyschnięcie i już asfaltówką ruszamy do domu.

Nie obywa się bez nieszkodliwych upadków na trasie. Pierwszy spowodowany jest zbyt wysokim biegiem w czasie jazdy pod górę i zgaśnięciem silnika. Drugą glebę funduje mi koleina – patrzę pod nogi zamiast w dal, nie utrzymuję koła w torze jazdy i wypadam. Łukasz trzyma się cały czas w pionie! Czasem słyszę od niego, że musi mnie wyprzedzić, żeby ten pion utrzymać. Inaczej byłoby zbyt wolno dla niego. Mi moje tempo nie przeszkadza, ale jak najbardziej pracuję nad tym, co by globu nie okrążać przez 20 lat. 😉

Dotychczasowe doświadczenie w jeździe szosowej pomaga, ale potrafi też przeszkodzić. Oczywiście obsługa motocykla jest taka sama, ale techniczny sposób jazdy – zupełnie inny, co jest dla mnie odkrywcze. 😉 Przyznaję bez bicia, że jeszcze nie skończyłam czytać książki o technikach jazdy off-roadowej. Choć teraz już będę wiedzieć jak się nie dać koleinom!

Udostępnij:

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.