Precel

Lubię obwarzanki. 🙂 Takie tradycyjne, Krakowskie. Od małego miałem do nich słabość. Pochodzę z Krakowa, więc jako dziecko miałem okazję się ich najeść. Najlepsze według mnie są z sezamem. Precel też może być, choć dla mnie to już taka podróbka obwarzanka. Nigdy jednak nie sprawdzałem co było pierwsze – precel czy obwarzanek. 😉 Aczkolwiek to, co KTM zastosował w swoich 690 Enduro wiele lat po opracowaniu receptury na wypieki, zupełnie mija się z dobrym smakiem. Przez użytkowników potocznie nazywany właśnie „precel“.

Jedna pechowa wywrotka przy postoju może spowodować, że dźwignia tylnego hamulca wciśnie się w pokrywę sprzęgła pozostawiając lekkie wgniecenie. Kolejna parkingówka to kolejne szarpnięcie. I tak dalej… Aż w końcu w pokrywie powstanie dziura, więcej już chyba nie muszę pisać. Dodatkowo porządna wywrotka podczas jazdy potrafi wywinąć dźwignię w zmyślne kształty przypominające wcześniej wspomniane wypieki.

Prawdą jest, że uczymy się jeździć offem, co powoduje częstsze upuszczanie motocykla. Po kilku glebach pokrywa sprzęgła miała od spodu lekkie nacięcia, a dźwignia hamulca przybrała odrobinę inny kształt. Tym razem udało się naprostować, ale następnym razem materiał może nie wytrzymać.

Oryginalna dźwignia hamulca jest bardzo chuda, wątła i zbyt „giętka“. Nie chce mi się myśleć co też konstruktor chciał osiągnąć projektując to coś – jego sprawa. Moja zaś, to wymienić dźwignię na zdecydowanie bardziej kuloodporną. Ponownie, na rynku jest kilka firm oferujących zamienniki. Jak to mówi mój kolega: „Za dobre trzeba płacić”, a ja do tego dołożę swoje „…albo dobrze poszukać, by nie przepłacić”. 😉 No właśnie, kiedy wypatrywałem następcę dźwigni musiałem wziąć pod uwagę budżet przeznaczony na modyfikacje. Nie mogłem sobie pozwolić na wyjmowanie ze skarbonki nadmiernej ilości pieniędzy, bo do wyjazdu zbankrutujemy. 😉

Akurat byłem w trakcie poszukiwań, kiedy na Facebook-owej grupie użytkowników KTM 690 Enduro / Husky 701 kolega ogłosił wypuszczenie partii testowych swoich produktów. Na liście znalazła się również dźwignia hamulca. Po uzyskaniu od Wojtka z 3D Moto kilku informacji na temat jego produktu oraz zdjęć prototypu, zamówiłem dwie sztuki. Cena za jedną wynosiła prawie tyle co za oryginał u KTM (a połowę mniej jak u konkurencji), a już konstrukcja nie miała nic wspólnego z pierwowzorem.

Nowa dźwignia hamulca jest masywna. Element ramienia jest grubszy i wyższy co przekłada się na jej wytrzymałość. Do tego jest zdecydowanie cięższa – waży 302 gramy. Jest to 173 gramy więcej materiału, który wzmacnia konstrukcję. Waga ma dla nas znaczenie i każdy gram się liczy. Ale po pierwsze nisko umieszczona dźwignia nie wpływa na środek ciężkości, po drugie wolę mieć cięższą, ale odporniejszą. Z wyżej wymienionych powodów ochrzciliśmy ją „Gruba Bertha”. 😉

Montaż nie sprawił problemów, wszystkie elementy dobrze ze sobą pasowały. Na dodatek mogłem lepiej wyregulować pozycję dźwigni. Przy oryginalnej brakowało mi zakresu na śrubie regulacyjnej i pompce hamulca. Nie mogłem dźwigni opuścić wystarczająco nisko i siedząc korzystać z tylnego hamulca bez potrzeby podnoszenia pięty z podnóżka. Zapytany Wojtek potwierdził, że zmienił lekko kąt pochylenia względem oryginalnej, gdyż sam doświadczył podobny problem w swoim motocyklu. Jeżeli ktoś woli swoją dźwignię mieć wyżej, wciąż jest możliwość sporego jej podniesienia.

W dźwigni jest również otwór służący do przeciągnięcia stalowej linki i zaczepienia jej do osłony silnika. Potocznie zwany „snake” (wąż), służy do zabezpieczenia dźwigni podczas wywrotki. Odpowiednio założona linka wzmacnia konstrukcję, nie pozwalając dźwigni nadmiernie odgiąć się do tyłu podczas szlifu. Dodatkowo zmniejsza prawdopodobieństwo dostania się gałęzi między dźwignię, a silnik, co zdarza się osobom zapuszczającym się w gęsty teren.

Jako, że egzemplarze testowe wymagają potwierdzenia swojej użyteczności i wytrzymałości podczas użytkowania, nie mogliśmy zawieść konstruktora. Przy pierwszym wyjeździe po zimowej przerwie, którą spędziłem na modyfikacjach, “przeorałem komuś pole” i zaliczyłem kilka gleb. 😉 Nie specjalnie, ale skoro już się przydarzyło, to warto było się przyglądnąć, czy nic w motocyklu nie ucierpiało. Na szczęście prócz drobnych rysek na plastikach, wszystko zachowało swój pierwotny kształt. Wliczając dźwignię hamulca. 🙂

Udostępnij:

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.