Lek na ból dupy

Koniec z zamęczaniem się! Nasze kanapy motocyklowe są przerobione, abyśmy na samą myśl o ponownym wskoczeniu na motocykl nie szukali kolejnych wymówek przed jazdą czy też nie snuli fantazji o wygodnej sofie w salonie naszego domu.

Od dawna wiedzieliśmy, że siedzenia w naszych KTM-ach musimy wymienić. Nie myślelibyśmy o tym w ogóle, gdybyśmy jeździli tylko offem, kiedy z siedzeń prawie się nie korzysta. Natomiast każdy wyjazd liczący powyżej 100 km po asfalcie uzmysławiał nam jak wygodne były niegdyś krzesła w podstawówkach do których chodziliśmy. 😀

Siedzenie wyprodukowane przez KTM jest wąskie – z jednej strony to dobrze, bo dzięki temu, w części gdzie podczas jazdy w terenie motocyklista stoi, nic nie przeszkadza w scaleniu się z motocyklem. Trochę gorzej (to lekko powiedziane 😉 ) jak przypatrzymy się miejscu, gdzie spoczywają szanowne cztery litery… Tutaj szerokość siedziska prawie się nie zmienia, nie pozostawiając za wiele miejsca na wygodny odpoczynek. Płaskiej powierzchni, na której można usiąść jest tylko 13 cm!!, następnie siedzenie stopniowo opada ku dołowi. Te 13 cm to mniej niż rozstaw pośladków u niejednego motocyklisty. 😉 Dlatego siedzenia w KTM 690 nazwałem „stringi”. 😉

Ale dość podśmiewania się. Na serio, nie da się wygodnie przebyć większego dystansu bez odczuwania dokuczliwych bólów pleców czy też przypominającej się kontuzji biodra. Chyba, że ktoś ma tyłek z kamienia… Do tego siedzeniom dokuczają pewne problemy konstrukcyjne i braki odpowiedniego wzmocnienia stelaża kanapy. Przy ostrej jeździe, kiedy raz na czas z całym impetem upada się na siedzenie swoim ciężarem, podstawa dość mocno pracuje. Jeżeli zamontowane gumowe wsporniki trochę się przesuną, lub jeszcze gorzej – odpadną – to do pęknięcia stelaża dużo nam nie brakuje. Materiał, z którego wykonano podstawę jest lekki dzięki czemu siedzenie nie waży tyle co nasz bagaż wyprawowy, ale również do najwytrzymalszych niestety nie należy. Wymienione powyżej problemy powodują, że duża część użytkowników KTM 690 Enduro ucieka się do wymiany siedzeń na akcesoryjne lub tak jak my, stawia na ich modyfikację.

Pierwszych prób przerobienia naszych kanap podjął się kolega mieszkający w UK – Paweł o poczciwej ksywce „Owca”. Pasjonat z setką pomysłów na złagodzenie naszego problemu. Niestety, mimo licznych prób i testów nie udało się mu stworzyć nowego stelaża, który miałby wytrzymać dłużej niż panowanie ludzkości na tym globie lub przynajmniej przetrzymać żywot motocykla. 🙂 Niedługo przed naszym wyjazdem na Eurotrip przekazał info, że nie jest w stanie skończyć rozpoczętego projektu – mimo wszystko WIELKIE DZIĘKI Pawle za chęci i próby, aż do końca!!

Wiedząc, że z trasą Europejską musimy zmierzyć się korzystając ze standardowych siedzeń, zakupiliśmy kawałki owczej skóry, która miała ulżyć nam w cierpieniach podczas podróży. 🙂 Dość sporo osób na różnych motocyklach podróżuje z takim pokrowcem z barana i chwali sobie rozwiązanie jako bardzo wygodne. Jednak my, po przyjechaniu 5500 km z Anglii do Polski przez Włochy, Albanię, Serbię i kilka innych krajów, wiedzieliśmy doskonale, że jeżeli siedzenia nie zostaną zmienione, to nasza podróż wokół globu będzie trudnym przeżyciem. Skóra owcza rzeczywiście wsparła nasz przejazd przez Europę, ale nie było szans aby jej wykorzystanie mogło być naszym docelowym rozwiązaniem.

Nim wyjechaliśmy z Anglii, dokonałem mały zwiad, by zorientować się do kogo udać się z przeróbką siedzeń w Polsce. Kilka znajomych osób szwendających się już po świecie poleciło nam kontakt z Motokanapy. Andrzej działa na rynku już jakiś czas i przerobił niejedno siedzenie, ale co najważniejsze dla mnie, miał wcześniej do czynienia z siedzeniami 690-tki. Wiedział bardzo dobrze co zrobić, by uleczyć nasze bolączki. Telefonicznie dogadaliśmy temat przeróbek i wzmocnień, a po dojechaniu do Krakowa z testowej podróży, zapakowałem kanapy i wysłałem kurierem do Limanowej. Nam pozostało już tylko wybrać wzór, kolorystykę i materiał jakim chcielibyśmy, aby nasze siedzenia zostały wykończone. Wszystkie uzgodnienia prowadziliśmy za pomocą wiadomości mailowych czy też przez komunikatory, co było dla nas bardzo korzystne biorąc pod uwagę, że koordynację prowadziliśmy z Wielkiej Brytanii. O postępach Andrzej informował nas na bieżąco, a dawka zdjęć z kolejnych etapów zmian podsycała naszą radochę i pokazywała przebieg metamorfozy. Koniec końców, kanapy wróciły do Krakowa po niecałym miesiącu, ale już o zupełnie innym kształcie i komforcie jak to miało miejsce wcześniej. 🙂

By wzmocnić stelaż, w głównej części zostało użyte włókno węglowe, a dodatkowo w bardziej newralgicznych punktach Kevlar. Wszystko to po to, by siedzenie wytrzymało w jednym nienaruszonym kawałku planowane tysiące kilometrów pod naporem ciężaru nas oraz bagaży.

Następnie pod nóż trafiło wypełnienie siedzenia. Materiał użyty oryginalnie przez KTM w części siedzącej został wycięty tak, aby zrobić miejsce pod nowe wypełnienie. Pianki i filce rozepchały się na boki i powoli zaczęły nabierać niepozornych kształtów. Z czasem bardziej kanciaste linie przerodziły się w smukłe i gładkie zaokrąglenia. Siedzenie, które swoją wąską powierzchnią niegdyś przypominało ostry grzbiet góry przeobraziło się w jednej chwili w sporej powierzchni lądowisko dla … no cóż … dupska. 😀 Z mizernych 13 centymetrów Andrzejowi udało się wycisnąć 26!! Wąski przód pozostał nietknięty, tak, aby wciąż zgrywać się z linią motocykla, pozwalając nam swobodnie stanąć na podnóżkach bez dyskomfortu ocierania o siedzenie podczas manewrowania ciałem. Rewelka!!

Pozostało jeszcze tylko ubrać kanapę w nowy, dobrze skrojony garnitur z materiału antypoślizgowego zamówionego według naszych preferencji i siedzenia można było odsyłać z powrotem do Krakowa. Wszystkie materiały są wodoodporne, a szwy dodatkowo zabezpieczone wodoodporną taśmą, aby w ulewne dni woda nie przesiąkała do wnętrza. Obydwie kanapy otrzymały pokrowce z grafitowym pokryciem i indywidualnie dobranymi kolorami boków – ciemno-niebieskie wstawki dla motocykla Moniki i pomarańczowe dla mojego KTM-a. Oprócz koloru nasze kanapy różnią się też wysokością. Siedzenie Moniki zostało lekko obniżone, aby miała lepszą styczność z podłożem podczas postojów.

Całość według nas wygląda mega! Z resztą, oceńcie sami przeglądając poniższą galerię.

Co do samego odczucia z jazdy, różnica w komforcie jest ogromna. Nowa szerokość siedziska pozwala guzom kulszowym odpowiednio ułożyć się na kanapie. Kanapa zapewnia dobre i komfortowe podparcie dla miednicy, dzięki czemu podczas przejażdżek mogliśmy zapomnieć o dotychczas występującym bólu kręgosłupa, bioder czy też samych pośladków. Mogliśmy bardziej skupić się na jeździe jak ciągłej zmianie pozycji by choć trochę sobie ulżyć. Póki co, nie mieliśmy okazji na test długodystansowy. Po prostu nie było szans zbyt często jeździć, gdyż motocykle oczekiwały w Polsce na swoją wysyłkę, my zaś większość czasu pracowaliśmy wciąż w Anglii.

Aktualnie, kiedy piszę ten artykuł motocykle są w trakcie pakowania do USA, rozdział życia w UK prawie zamknięty, koronawirus szaleje po świecie, granice się zamykają, a my opracowujemy plan B, C i D, bo coś czujemy, że nasz pierwotny pomysł trzeba modyfikować. 😉 Tak czy inaczej wyczekujemy dnia, kiedy ponownie usiądziemy na naszych motocyklach. Wtedy też przeprowadzimy najważniejszy test komfortu i wytrzymałości. Ile kilometrów ostatecznie przed nami, tego do końca nie będziemy wiedzieć. Mamy jednak pewność, że zmodyfikowane siedzenia ułatwią podbój nieznanych nam dotąd kontynentów.

Udostępnij:

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.