Aby noc stała się dniem

Jako drugi etap zabawy z oświetleniem, postanowiłem dołożyć do motocykli po dwie lampy LED. Doszliśmy do wniosku, że nie potrzebujemy rzucać snop światła na ogromne odległości, a kierując je w niebo próbować nawiązać kontakt z kosmitami. Potrzebujemy świateł do użytku podczas wieczornej jazdy w terenie, rozbijania kempingu w dziczy, oświetlenia motocykla w trakcie naprawy po zmierzchu. Lub też po prostu do ostrego przypomnienia o swojej obecności kierowcy, który „nie widział” motocyklisty i zajechał drogę. Zatem szerokokątne będą w sam raz.

Przeszukałem najpierw nasz Europejski rynek i o ile lampy LED dostępne bardzo kuszą swoim wylansowanym wyglądem i parametrami, o tyle potrafią odstraszyć ceną. Z pomocą przyszedł serwis aukcyjny sprzedaży internetowej z sąsiadującego kontynentu. Dobrałem moc, wymiary, poznałem opinie na temat produktu od aktualnych posiadaczy i zawęziłem wybór do dwóch modeli. Rzut monetą, na kogo wypadnie na tego… klik, zakupione, niech się dzieje wola nieba… Po trzech tygodniach pierwsza para chińskich lamp była w moich rękach, na test. Koszt niewielki, co mi szkodzi. Jak się sparzę, będę wiedział, że nie ma co kombinować i drugiego już nie kupię.

Lampki nie za duże, obudowa aluminiowa oddająca ciepło, oficjalne 10 W mocy na sztukę, kąt świecenia 60º, szczelność IP67. Ładnie to wygląda na papierze, przejdźmy zatem do konkretów. W pierwszej kolejności rozkręciłem front lampki, aby sprawdzić stan połączeń, uszczelek, materiałów. Ogółem wygląda OK, ale co do wodoszczelności to miałem pewne obawy. Te uszczelki jakoś mi nie leżały… Miałem dwa wyjścia – zostawiam na pastwę losu lub znajduję sposób na zapewnienie sobie pełnej szczelności. Doszedłem do wniosku, że jeżeli lampka padnie gdzieś w trasie, to i tak nie będę miał wiedzy i narzędzi by ją naprawiać. Zatem postanowiłem o wykonaniu swojego uszczelnienia! Do istniejących już uszczelek dołożyłem silikon RTV i dokręciłem pokrywę. Jeżeli to nie uszczelni, to nic nie pomoże.

Na następny dzień przeszły test wodoszczelności – dzieci, nie róbcie tego w domu!! Po prostu podpięte do starego akumulatora wrzuciłem do wiadra z wodą. Nie zaiskrzyło, bezpiecznik przetrwał, nic nie wybuchło. Woda się nie przedostała.

Drugi test, polegał na sprawdzeniu ile Amperków pobiera para lamp. Multimetr w ruch i pomiar wykonany – 1,15 A co przy 12 V daje nam 13,8 W. Czyli jeden parametr można wrzucić do kosza, bo daje niecałe 7 W na lampę w porównaniu do oficjalnych 10 W. Parametr do śmieci, ale lampy nie. Odpaliłem je w nocy i z miłym zaskoczeniem stwierdziłem, że w zupełności wystarczą. A na dodatek w ostatecznym rozrachunku pobiorą mniej mocy, a chcę mieć możliwość wykorzystania ich czasami bez włączonego silnika.

Lampy znalazły swoje miejsce podwieszone na kierownicy. Może nie wyglądają genialnie w tym miejscu, ale przynajmniej dzięki ułożeniu mam do nich łatwy dostęp i mogę je regulować w trakcie jazdy oraz wyżej ułożone oświetlają większą przestrzeń przed motocyklem. Oczywiście dołożyłem dodatkowy bezpiecznik i możliwość ich włączenia dopiero po przekręceniu stacyjki.

Udostępnij:

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.